|
Od
czasów przedstawionych w „Weselu” minęło już ponad sto lat. W jakim
stopniu naród polski zmienił swoją mentalność i światopogląd przez
ten okres? Czy Polacy dojrzeli do tego, aby być narodem niepodległym
i godnie tej suwerenności bronić?
Najpierw należałoby się zastanowić, jakie było
społeczeństwo, kiedy „rzecz się działa w roku tysiąc
dziewięćsetnym”. Otóż, ogólnie rzecz biorąc, za wiele dobrego nie
można o nim powiedzieć. „Cóż tam panie w polityce? Chińczycy
trzymają się mocno?!” – tak mówił polski chłop, gdy ojczyzna nie
istniała na mapie. Ważniejsze zatem były sprawy odległego wschodu
aniżeli wewnętrzne. Należałoby jednak przeanalizować, czym była
„ojczyzna” dla zwykłego chłopa. Ojczyzną dla chłopa była jego wieś,
a nie Polska – „ja myślę, że na waszej parafii świat dla was aż
dosyć szeroki” – tak mówił o chłopstwie dziennikarz w „Weselu”.
I mówił prawdę. Chłop był po prostu „tutejszy”, nie uważał się za
patriotę, Polaka. Co gorsza, nie mając większego pojęcia o sytuacji
Polski, byli napaleni do walki („kosy nad boiskiem wiszą”). „Szczęście,
szczęście znalezione. […] Któż to zgubił? – Schować trzeba.
[…] Zwołać ludzi – spadło z nieba; trza pokazać zgromadzeniu.
[…] Ni ma cego – Scęście w ręku; tego z ręki się nie zbywa, w
tajemnicy się ukrywa […] Scęście swoje się szanuje” – oto
fragment rozmowy gospodarza z gospodynią dotyczącej tego, co zrobić
ze znalezioną złotą podkową. Niestety nad dobrem ogółu zwycięża
interes prywatny. „Chłop potęgą jest i basta” – z tej potęgi
niestety nie ma żadnego efektu. Istotnie gdyby chłopstwo było
świadome swojej tożsamości narodowej i znało sytuację polityczną,
mogłoby być potęgą. Chłopi nie potrafili jednak zorganizować się
sami, również nikt nie potrafił (albo nie chciał) nimi pokierować.
Kto mógłby zatem pokierować mieszkańcami wsi? Prawdopodobnie mogłaby
to zrobić świadoma (przynajmniej teoretycznie) inteligencja. Ludzie
z tego kręgu byli wykształceni, dosyć rozumni. Ale niestety byli
poddani dekadentyzmowi. Mieli pesymistyczne nastawienie do życia,
także do odzyskania niepodległości przez Polskę i byli jednocześnie
beztroscy, nie martwiący się sytuacją polityczną – „Otóż właśnie
polityków mam dość, po uszy, dzień cały”, „Niech na całym
świecie wojna, byle polska wieś spokojna”. Inteligencja wolała
balować na wsi, uciec od całego zamieszania miejskiego. I między
innymi przez to Polska nie miała możliwości istnieć.
A jak sytuacja przedstawia się dziś? Otóż w moim
przekonaniu w społeczeństwo wkradł się, powiedziałbym,
neodekadentyzm. Istnieje dziś pewna analogia w podziale społecznym –
odpowiednikiem ówczesnej inteligencji jest elita polityczna i
gospodarcza, natomiast odpowiednikiem chłopa jest szary, polski
obywatel. Tak jak chłopstwo w „Weselu” pyta o Chińczyków, tak Polacy
są ciekawi, kto wygra wybory prezydenckie w USA, a kompletnie nie
interesuje się wyborami w kraju. Frekwencja, bowiem rzadko
przekracza 60 procent. „Po co iść głosować? I tak już tamci
złodzieje sami się wybrali” – tak mówi przeciętny Polak o udziale w
wyborach. Ale paradoksalnie przez takie postępowanie, daje
przyzwolenie na samowolę polityków. Podobnie jak ówczesne chłopstwo
rwało się do walki dzisiejsi „szarzy” obywatele rwą się do strajków
i protestów, zamiast na przykład rozpocząć negocjacje z rządem,
samorządem czy pracodawcą. Jeżeli nawet coś osiągną takim strajkiem,
to nie potrafią z tego później skorzystać, kontynuować starania o
dobro ogółu. Ktoś uzna, że ważniejsza jest jego kieszeń niż
społeczeństwo czy państwo i wtedy kończy się wspólny protest i cała
sprawa. Najważniejsze, że „złota podkowa” jest w jego „skrzyni”.
Podobnie jak chłopi przedstawieni w „Weselu” mówili: „Chłop potęgą
jest i basta”, uważając, że coś im się z tego tytułu należy, tak
samo do dziś wśród wielu ludzi funkcjonuje powiedzenie „czy się stoi
czy się leży tysiąc złotych się należy”. Ich zdaniem za samo bycie
polskim obywatelem należy się wynagrodzenie. „Niech na całym
świecie wojna, byle polska wieś spokojna” – w moim przekonaniu
tak myśli współczesna elita. Mam tu na myśli postępowanie, że niech
się dzieje w państwie co chce, niech będzie chaos i anarchia, ale
najważniejsza jest instytucja, w której oni pracują, byle ich posada
była spokojna. I dlatego w państwie polskim jest tak jak jest.
Reasumując, Polacy z czasów przedstawionych w „Weselu”
Stanisława Wyspiańskiego mają bardzo dużo cech wspólnych z
współczesnymi Polakami i, co gorsza, tych negatywnych. Niestety w
dalszym ciągu przedkładają interes prywatny nad dobro wspólne.
Społeczeństwo nie potrafi dokończyć tego, co zostało rozpoczęte.
Przykładowo, kiedy udało się w roku 1980 zorganizować „Solidarność”
i dziewięć lat później znieść system socjalistyczny, to po tamtych
wydarzeniach, wbrew założeniom, zaprzepaszczono szansę na budowę
silnego, dostatniego kraju. Coś zaczęto, ale nie dokończono. Znów
zwyciężyły cele prywatne. Myślę, że dopóki społeczeństwo Polskie nie
zdobędzie świadomości, nie zmieni swojego postępowania i poglądów,
to kraj nie zacznie się rozwijać a wręcz przeciwnie w końcu może
upaść.
|